czwartek, 14 października 2010

Wong Kar Wai na dzień dobry

Wędrówkę po wielkim ogrodzie moich inspiracji rozpocznę od ulubionego reżysera. Niech każdy ma swoją własną Księgę Fascynacji - ja ulegam nieustannie tej samej postaci - Twórcy kina niezwykłego, poetyckiego, mistrzowi obrazu zapatrzonego w detal, który potrafi opowiedzieć w najprostszym geście najpiękniejsze historie - jest nim właśnie - Wong Kar Wai.

Pierwszym obejrzanym przeze mnie filmem Wong Kar Waia był "Chunking Express" - kilka epizodów z życia czterech bohaterów, których losy niezauważalnie się przeplatają...To film o zagubieniu w wielkim mieście, pejzaż zatopionego we śnie miasta, które jednak tętni życiem nocnych lokali i barów szybkiej obsługi...Codzienność tutaj dosięga absurdu, film zabawny, ale nie brakuje w nim zadumy nad ulotnością ludzkich relacji. W rolach głównych zagrali moi ulubieni aktorzy Faye Wong i Tony Leung . W tle słyszymy nieustannie kawałek Mamas & the Papas "California Dreamin", który doskonale podkreśla nastrój filmu.

zdjęcia źródło: www.filmweb.pl

poniedziałek, 11 października 2010

co tam w szufladzie piszczy

Od dzisiaj będę zamieszczała recenzje moich ulubionych, nawet starych filmów i książek...dla tych którzy by chcieli je obejrzeć lub wzbogacić swoją biblioteczkę o ciekawe propozycje...

środa, 22 września 2010

zabójca jest w każdym z nas

Nowy film Michaela Winterbottoma "The Killer Inside Me" na podstawie powieści Jima Thompsona, to naprawdę mocna rzecz dla amatorów dobrego kina. Fabuła filmu rozgrywa się w jednym z małych teksańskich miasteczek, gdzie młody, sumienny zastępca szeryfa Lou Ford (Casey Affleck) pracując na swoją reputację i przyszłe stanowisko - dostaje zlecenie od wpływowego właściciela ziemskiego, by wyrzucił z miasta piękną prostytutkę Joy (Jessica Alba), która zawróciła w głowie jego synowi. Lou jednak nie stosuje się do zaleceń, opętany pożądaniem i psychopatyczną zazdrością o Joy, ukuwa spisek, który ma go doprowadzić do serii morderstw.

Muszę przyznać, że największe wrażenie wywarła na mnie gra aktorska Caseya Afflecka, który z "niewinną buźką" uczciwego chłopaka przeistacza się w psychopatycznego i bezwzględnego mordercę. Jak się okazuje w trakcie fabuły filmu jego postać od początku nie jest jednoznaczna, ale Casey potrafi doskonale "kamienną twarzą" trzymać nas w napięciu do ostatniej sceny.
Zaskoczyła mnie też gra aktorska Jessiki Alby, która stała się dla filmu sporą ozdobą (mimo, że nie cenię jej jako aktorki) - muszę przyznać, że sceny, w których gra są zrobione naprawdę subtelnie i doskonale budują atmosferę filmu. Podobnie jest z rolą Kate Hudson, która gra dziewczynę Lou - są one po prostu dobrze napisane.

Umyślnie nie zdradzam całej fabuły, ponieważ element zaskoczenia to wiodący atut tego filmu, a film naprawdę poraża wszystkie zmysły! Wizualnie przenosi nas w lata '50 - te, w tle sączy się słodka muzyka i sama kolorystyka filmu jest bardzo retro. Cała oprawa artystyczna jest rewelacyjnym kontrastem dla tego, co się dzieje na ekranie i w psychice bohatera. Muszę przyznać, że od bardzo dawna nie doznałam takiej dawki emocji, jak przy oglądaniu tego filmu. Wszystkie elementy doskonale z sobą współgrały. W całym filmie była tylko jedna 15 sekundowa scena, którą bym zmieniła, ale nie zdradzę jaka - zobaczcie sami! Koniecznie!

foto: filmweb.pl, stopklatka.pl

środa, 15 września 2010

Uwierzyć Tetro
















Z początkiem września do naszych kin wchodzi już drugi (po długiej przerwie) film Francisa Forda Coppoli "Tetro". Tytuł tego filmu, to imię głównego bohatera, nowe imię, które nadaje sobie bohater, zupełnie odmieniony przez traumatyczne wydarzenia.
Angelo, będąc świadkiem rodzinnych tragedii, jak i swojej osobistej porażki - opuszcza rodzinę i jako Tetro (Vincent Gallo) rozpoczyna nowe życie w dzielnicy Buenos Aires - La Boca. Po 10 latach przybywa do jego domu 18-letni brat Benny poszukujący prawdy na temat rodzinnych tajemnic i niedotrzymanej obietnicy z przeszłości. Benny nieświadomie odkopuje w bracie stare lęki i bolesne wspomnienia, a także młodzieńcze marzenia o pisarstwie.

Trudno nie wspomnieć tu o rywalizacji pomiędzy męskimi członkami rodziny: ojcem, bratem i synem, która ma kluczowy wpływ na kształtowanie się osobowości bohaterów, wzajemnie się przeplata w różnych konfiguracjach i tworzy tragiczny obraz niezrozumienia, jakiego można doświadczyć tylko w rodzinie. Pojawiająca się rywalizacja między dwoma utalentowanymi braćmi, rywalizacja o kobietę między ojcem a synem, a także o miejsce w świecie, o zasadność i słuszność wyborów, podążanie własną ścieżką, i "klątwa" sukcesu ojca, która nie pozwala uwierzyć w siebie - daje nam zarys lęków głównego bohatera i kreuje świat jego wewnętrznych upiorów.
















Kim w tym wszystkim są kobiety otaczające Tetro? Kobiety mają dla niego działanie terapeutyczne, pomagają odzyskać równowagę i spokój - jak jego partnerka - Miranda. Mimo, że jest psychologiem, decyduje się na życie z człowiekiem, który do końca pozostanie dla niej tajemnicą. Podejmuje się pełnej akceptacji zranionego człowieka, bez zadawania pytań: dlaczego? (Bardzo duże wrażenie wywarła na mnie ta rola zagrana przez Maribel Verdu). Kobiety w tym filmie przywołują kojące wspomnienie miłości, czułości, delikatności. Są spełnieniem jego tęsknot i odzwierciedleniem kruchości istnienia.

Urzekające czarno-białe kadry filmu przypominają najlepszą reżyserską szkołę: Felliniego, Kurosawy, Bressona. Od pierwszej sceny film wydaje się niezwykle intymny, osobisty. Piękne kontrasty czerni i bieli pozwalają skupić się na fakturze filmu, na mimice bohaterów, rzeźbie postaci. Wszystkie gesty nabierają niezwykłego znaczenia. Do tego budująca nastój muzyka: pomiędzy operą a milongiem oraz niezwykłe teatralno-musicalowe wstawki reżyserskich inspiracji podnoszą znacznie poziom odbioru filmu. Przekładają język emocji na teatralną grę.

Czy film ten mi się podoba? Gdy przypomnę sobie klimat pierwszych scen - to zahipnotyzował mnie zupełnie. Ale muszę przyznać, że im dalej w głąb fabuły, zaczyna być coraz bardziej "hollywoodzki", powierzchowny, jakby ktoś w ostatniej chwili zmienił fabułę. Za to zbyt sugestywne zakończenie, ma u mnie minusa. Pozostała reszta: piękna:) Odsyłam do oficjalnej strony filmu: przygotowanej przez Gutek Film.
foto: orange.pl.

poniedziałek, 13 września 2010

Traktat o kuszeniu

Zaczyna się wszystko od tego, że czasami pozwalamy sobie być idiotami. Dajemy robić z siebie idiotów - innym. Jak się uodpornić na głupotę własną?

Już dawno nie wykazałam się tak wielką niepoczytalnością w ocenie drugiego człowieka. Jaki to wstyd, gdy po miesiącach życia w ułudzie nagle przejrzymy na oczy i zobaczymy jakie rzeczy naprawdę są. Okropne uczucie. Wczoraj był właśnie taki dzień. Beznadziejnie bolała mnie głowa, było pochmurno, musiałam iść do pracy mimo dnia wolnego, i do tego człowiek, któremu wierzyłam okazał się totalnym durniem, a ja wyszłam na totalną idiotkę. Mało oczyszczające uczucie. Mam za swoje...

Kiedyś przeczytałam takie motto: "Ludzie szukają skróconych dróg do szczęścia, nie ma jednak skróconych dróg." Nie wiem kto jest jego autorem, ale to był mądry człowiek.

Zmierzyłam się w tym wszystkim z własną małością, i tak naprawdę, to co otrzymałam, było odpowiedzią na to, co sama dałam. Dostałam z powrotem dawkę krętactwa i nieuczciwości, w postaci sporego policzka od osoby, do której miałam szacunek (choć nie wiadomo dlaczego). Nie mam powodu się wściekać, to samo przecież jej zafundowałam kilkanaście miesięcy wcześniej. O co się obrażać? O własną głupotę? O wykreowany przeze mnie samą świat? Rzeczy są jakie są, tylko my widzimy je tak, jak chcemy.

Upokarzanie się to moja specjalność. Osho mówi: "Jeżeli masz się wściekać: idź do pokoju, zamknij drzwi i medytuj." To ma zastosowanie do wszystkich emocji w naszym życiu. Kiedy planujesz zrobić coś głupiego, weź głęboki oddech, odwróć się na pięcie i zostaw to do przemyślenia. Tylko czyniąc dobro nie trzeba się zastanawiać, czy działać:P

No dobrze, zarzucę jakąś melodię. Niech to będzie Pidżama: "Tom Petty spotyka Debbie Harry"...

poniedziałek, 6 września 2010

Kim był Protektor?

Śladem czeskiej kinematografii podążając, zrecenzuję drugi obejrzany niedawno film "Protektor" w reżyserii Marka Najbrta, który również podejmuje historyczne porachunki z przeszłością.

Akcja filmu przenosi nas do Czechosłowacji z okresu II wojny światowej, gdzie młode małżeństwo: popularny dziennikarz radiowy Emil Vrbata i jego piękna żona Hanka - (niegdyś popularna aktorka) próbują odnaleźć się w trudnej rzeczywistości niemieckiej okupacji. Z powodu żydowskiego pochodzenia, by nie zaszkodzić karierze męża, aktorka jest zmuszona ukrywać się w zaciszu własnego domu. Tymczasem dobrze zapowiadający się dziennikarz pnie się w górę po szczeblach zawodowej kariery, tracąc kontrolę nad własną lojalnością w kolaboracji z okupantem. Chcąc nie chcąc wplątuje się w destrukcyjne układy polityczne, korzystne dla jego pozycji i statusu życiowego, ale niszczące dla związku z ukochaną kobietą i własnej uczciwości. To co miało być tylko zdroworozsądkową postawą zaskoczonej sytuacją polityczną jednostki, nagle zaczyna przypominać równię pochyłą, po której stacza się moralność naszego bohatera.

Jak to w czeskim filmie bywa, nie zabrakło też niespodziewanych zwrotów akcji, karykaturalnych osobowości, codziennie doświadczanych absurdów. Najbardziej zachwyciły mnie zdjęcia w formie collage'u i rewelacyjna muzyka, doskonale budująca nastrój filmu.

W Polsce film został doceniony na tegorocznym krakowskim festiwalu filmowym, zdobył główną nagrodę w konkursie Off Plus Camera.

Róża Kawasaki - czas rozliczenia, czas przebaczenia...


Obejrzałam film Jana Hrebejka "Róża Kawasaki", który podobnie jak nasza "Rysa" Michała Rosy jest próbą zmierzenia się z palącym i aktualnym (także i u nas) zagadnieniem lustracji. Film rozpoczyna scena nagrywania reportażu o laureacie nagrody za zasługi, znanym i bardzo szanowanym profesorze psychiatrii, który w czasach komunizmu wykazał się heroiczną postawą obrońcy najwyższych wartości. W tym czasie wraca ze szpitala jego dorosła córka, która właśnie zmierzyła się z groźbą nowotworu.

Wchodzimy głębiej w życie bohaterów, wtedy sielanka rodzinna pryska, pozostawiając miejsce dla trudnej do zrozumienia rzeczywistości. Odnajdują się brakujące strony "teczki" profesora, które obciążą jego przeszłość niechlubnymi zarzutami; córka wracająca do rodziny, dowie się o zdradzie męża. W grę wchodzą silne emocje, wychodzą na jaw najbardziej skrywane żale i pomówienia.

Próba zrozumienia zdradzających i zdradzanych, w życiu codziennym i w porachunkach z przeszłością. Niełatwo uwierzyć w doskonałość innych, gdy samemu ma się na sumieniu niejedno przewinienie. Niełatwo być autorytetem dla innych, bez porachunków z własnymi słabościami.

Film bardzo dobrze przedstawia uwikłanie jednostki w trudną układankę zależności: miłość, wolność, obowiązek, strach, wybaczenie, zrozumienie, prawda, fałsz - nie zawsze są proste do zdefiniowania, gdy w grę wchodzą ludzkie emocje. Dużo lepsza analiza psychiki bohaterów niż ta przedstawiona w naszej rodzimej "Rysie".

Najbardziej podoba mi się scena, kiedy dziadek tłumaczy wnuczce: dlaczego powinna się przyznać rodzicom do kradzieży. Wnuczka zadaje mu pytanie: "A skąd ty to wiesz dziadku?"...skąd taki praworządny człowiek może wiedzieć, jak czuje się ktoś kto oszukuje?
Jak widać każdy z nas, jaki by nie był, ulega prędzej, czy później tym samym emocjom. Film gorąco polecam!

sobota, 4 września 2010

haiku na dzień dobry

Wypuściłam ster. Czuję się szczęśliwa, bardzo. Dokonują się rzeczy niezwykłe. Czekam na falę, która poniesie mnie dalej. Kiedy nie ma łańcucha, potrafię skakać wysoko. Obracam chwile w palcach, i wypuszczam cicho. Świat płynie dotykalny. Bez myśli pozostaję.

Dzisiejszy motyw muzyczny: to z pewnością musi być...Andrzej Zaucha:)

wtorek, 24 sierpnia 2010

szepty i krzyki

Muszę przyznać, że ostatnio nie zajmuje mnie nic twórczego. Kupiłam parę książek w antykwariacie po okazyjnej cenie, siedzę pomiędzy medytacjami Osho, a technikami koncentracyjno-relaksacyjnymi, od czasu do czasu skubnę też troszkę aromatoterapii (dostałam albumowe wydanie). A tyle jeszcze książek do przeczytania, tyle jeszcze filmów do obejrzenia...Czy to już jesień się zaczyna?

foto: kadr z filmu "Euforia" Iwana Wyrypajewa, muzycznie: Ajdar Gajnullin i trailer do tego filmu.

niedziela, 22 sierpnia 2010

Witamy w Reggae Town!

X Festiwal Reggae w Ostródzie. Jak co roku od 13.08 - 15.08 szał muzyczny, w klimatach reggae. Poranek nad jeziorem. Jeśli ktoś chce przeżyć naprawdę taki poranek wystarczy wrzucić kawałek Jamala.

jeżeli

jeżeli jutro
przybędzie
bez zapowiedzi

chcę otulona tobą
jak płaszczem
kołysać niebo
w przymkniętych powiekach

zapomnieć wszystko
co się wydarzy
bawić się łąką
w twojej kieszeni

stopami wsparta
o gwiazdy
we wszechświecie
odpłynąć cicho
i bez przebudzenia

czwartek, 19 sierpnia 2010

zabawa z cieniem

za Murakamim uwielbiam bawić się cieniem. Kilka sennych pejzaży, które pamiętam. Motyw muzyczny: Bonobo.

środa, 18 sierpnia 2010

kobieca literatura nie taka straszna jak o niej piszą

Zupełnie nieświadomie dzieje się tak, że kiedy okoliczności zmuszają nas do bezczynności, od razu szukamy zajęcia, które konstruktywnie wypełni nasz czas. Właśnie w ten sposób trafiłam na dwie książki z gatunku "literatura kobieca", które to określenie, raczej uwłacza powieściom skazując na potępienie czasem zupełnie przyzwoitą literaturę. Z ciekawości zajrzałam na pierwszą stronę, i po jej przeczytaniu niepostrzeżenie dotarłam do ostatniej...

Obie powieści pewnie znane wszystkim nie tylko z okładki, ale także tytułu. Pierwsza autorstwa Lisy See: "Kwiat Śniegu i Sekretny Wachlarz" - autorki poczytnych powieści o życiu chińskich kobiet zakutych w pancerz tradycji i bezwzględnych zwyczajów własnej kultury. Druga to powieść pisarki równie znanej, autorki "Białej masajki" Ilony Marii Hilliges - pod tytułem: "Biała czarownica". Nie są to może wybitne epickie dzieła, ale merytorycznie niewiele można im zarzucić.

Powieść Lisy See zaskoczyła mnie niezwykle trafnym ujęciem kobiecej mentalności, jej problemów, rytuałów jakim była poddawana, a także wnikliwego przedstawienia osobowości bohaterek, które pomimo odległych historycznie czasów i aspektów kulturowych - nie tracą na trójwymiarowości - pozostają żywe, przekonywujące, a także wiarygodne w ramach swojej epoki. Odpowiedź na tę wiarygodność znajdziemy na końcu książki, gdzie znajdują się podziękowania dla osób, które pomogły dostarczyć autorce materiałów historycznych, potrzebnych do jak najbardziej szczegółowego oddania charakteru epoki, sama autorka odbyła daleką podróż do chińskiej wioski Jiangyong (dawniej Yongming), by usłyszeć relacje świadków pamiętających zapomniane tradycje, a także najstarszej żyjącej pisarki posługującej się archaicznym pismem kobiecym (nu szu).

Powieść Ilony Marii Hilliges opisuje zupełnie inny krąg kulturowy. Nigeria - jej wierzenia i kultura widziana z perspektywy Europejki, która przybywa do tego kraju za "miłością swojego życia", by odtąd zmagać się z absurdami, trudnościami życia codziennego, magią i magnetyzmem tego miejsca na ziemi. Książka została oparta na autentycznych wydarzeniach, sama autorka zaś studiując socjologię Trzeciego Świata, zdobyła gruntowną wiedzę na temat wierzeń i magii Czarnego Lądu, jest też autorką stron internetowych i licznych wykładów na ten temat. Książka doskonale odpowiada na pytanie o miejsce kobiety w grupie społecznej, pokazuje sens poddawania jej rytuałom plemiennym. Ukazuje społeczeństwo jako wspólnotę, która zapewnia jednostce podstawowe potrzeby, których nie znajdzie w samotności: poczucie akceptacji, bezpieczeństwa, przynależności, współodczuwania, wspólnoty tradycji.

Może wyłamię się tymi recenzjami z szeroko pojętego nurtu literatury wartościowej, ale poziom tych dwóch pozycji naprawdę mnie zaskoczył, także nie wstydzę się im przyznać odrobinę miejsca na moim blogu:)

środa, 11 sierpnia 2010

moje wakacje

02.08-10.08.2010 Krynica Morska. Zalew Wiślany. Konieczny motyw przewodni knajpianych wieczorków na plaży...pan o niezwykle głębokim głosie.

obecność

znów tupot nóg
biegnących po schodach
znów drzwi zamknięte
zastałam
do nieba

na wycieraczce
czekam
na ciebie

dzwonek zepsuty
do naszego razem
umierania

czas płynie wolno
po poręczy strachu

nim przyjdziesz do mnie
po skrzypiących schodach

wieczność
się stanie
twoją obecnością